Dziennik podróży

57.W krainie słoni.

Created by potrace 1.15, written by Peter Selinger 2001-2017

Surin Elephant Round-up

Surin - kraina tajskich słoni.

Odkąd parę tygodni temu przypadkiem dowiedziałem się o festiwalu poświęconym słoniom wiedziałem, że muszę go zobaczyć. Organizowany jest on co roku zawsze w trzeci weekend listopada.

W podróż wyruszyliśmy o świcie w piątek. Jak zawsze jedyną formą wydostania się z miasteczka w kierunku głównego miasta regionu jest poranny van. Zazwyczaj przejeżdża on przez miasteczko kwadrans po siódmej, lepiej jednak być trochę wcześniej ponieważ nie ma on stałych ram czasowych.

Bilet.
Cena biletu bez względu na pokonany dystans: 20 ฿ (2,40 zł / 0,53 €).

Zasada podróży jest prosta, wsiadacie na pakę, pojazd porusza się z prędkością 20 km/h trąbiąc i zatrzymując się na prośbę podróżnego. Trzydziestopięciokilometrowa podróż zajmuje ponad godzinę. My jednak pokonamy tylko 12 kilometrowy odcinek do głównej drogi i tam spróbujemy złapać autobus do stolicy prowincji.

Przed ósmą docieramy na główne skrzyżowanie. Tu wysiadamy. Piątek to czas powrotów z miast do mniejszych miejscowości Isaan dlatego liczymy na większy ruch autobusów i częstsze połączenia.

Czas upływa, robi się coraz bardziej gorąco, a autobusu nie widać. Wreszcie po ponad godzinie pojawia się na horyzoncie, machamy by się zatrzymał. Okazuje się, że nie ma w nim wolnych miejsc siedzących i czeka nas dwugodzinne stanie w korytarzu – rezygnujemy. Dalej jesteśmy w punkcie wyjścia. Podróż nie postępuje.

Po kolejnych dwudziestu minutach rezygnujemy z dalszego czekania i wsiadamy do lokalnego vana, który zawiezie nas do Chum Phae.

Tu już nie ma poślizgu, pojazd przyśpiesza i po kilkunastu minutach jesteśmy na dworcu w Chum Phae. Ponad dwie godziny i ujechaliśmy 35 kilometrów – słabo. Wszystko przez to, że zdecydowaliśmy się wysiąść w Na Nong Tum zamiast jechać od razu tutaj.

Pora śniadaniowa więc jemy przygotowane przez mamę Sukanya produkty. Posiłek spożywamy jak podczas studenckich wypraw na szybko na dworcu wśród wielu pasażerów czekających jak my na swoje autobusy.

Czas znowu się dłuży i ucieka a my dalej nie mamy transportu do stolicy prowincji. Gdzie jeszcze podroż do Surin?

Wreszcie podjechał właściwy autobus. Oprócz pasażerów do autobusu wsiadają też lokalni sprzedawcy przekąsek. Jeżeli zapomniałeś zabrać jedzenie w podróż – bez obawy za niewielkie pieniądze kupisz zapewne coś dla siebie.

O podróży autobusem słów kilka – technicznie są w różnym stanie. Te dalekobieżne (jadące przez kilka prowincji) są nowoczesne, te lokalne (w obrębie prowincji) na których często pojawia się rdza i inne drobne braki. Bez względu na rodzaj pojazdu podróżują zawsze dwie osoby – kierowca i pomocnik / konduktor. Wewnątrz pojazdu mogą być drobne uchybienia ale klimatyzacja musi zawsze działać bez względu na jakość taboru. W tych nazwijmy to “lokalnych” autobusach oczywiście liczne światełka, firanki z falbanami – Tajowie kochają kicz – ma się świecić i pięknie wyglądać.

Bilet.
Koszt biletu z Chum Pae do Khon Kaen: 57 ฿ (6,80 zł / 1,52 €).

Ponad 80 kilometrów podróży przed nami, nie wiem dlaczego ale tą trasę tradycyjnie przesypiam.

Gdy minęło południe jesteśmy w Khon Kaen. To duże miasto (jak nie największe) w Isaan z lotniskiem i dobrze rozwinięta infrastrukturą. Sukanya opowiada mi, że kilkanaście lat temu gdy dojeżdżała do szkoły było to niewielkie miasto, a teraz rozwinęło się w duży ośrodek. Dworzec autobusowy jak w wielu innych miastach Tajlandii usytuowany jest na obrzeżach miasta.

Rozmieszczenie dworców w Khon Kaen

Dworce autobusowe Tajlandii składają się z dwóch terminali – części lokalnej oraz części dalekobieżnej obok lub po przeciwległej stronie drogi. Takie zaplanowanie dworców w miastach ma oczywiście swoje plusy i minusy. Podstawowy plus to łatwość dojazdu – bez korków miejskich, minus oczywiście odległość od centrum miast i dworców kolejowych (w przypadku przesiadki podczas podróży) i konieczność skorzystania z taksówki czy tuk-tuka.

Na dworcu spotykamy się z synem Sukanya. Mieszka on tutaj mimo młodego wieku, tu chodzi do szkoły i właśnie rozpoczął dwa dni temu dwutygodniowe wakacje – do szkoły dzieci w Tajlandii wrócą pierwszego grudnia.

W komplecie możemy ruszać dalej, na początek przemieszczamy się z dworca autobusowego dalekobieżnego na lokalny.

Bilet.
Koszt biletu Khon Kaen - Surin 282 ฿ (33,67 zł / 7,53 €).

Będąc na właściwym dworcu autobusowym bez problemu znajdujemy autobus do Surin. Oczekując na autobus przyglądam cię co pasażerowie przewożą autobusami w Tajlandii.

Autobus działa niczym poczta

W międzyczasie podjechał nasz autobus – jedziemy.

Ujechaliśmy może 10-20 km i i nagle zjeżdżamy z trasy, komunikat kierowcy “wysiadać” ?!? Co się dzieje?

Okazało się, że zajechaliśmy na stacje paliw i musimy zatankować autobus. Pasażerowie nie mogą być w tym czasie w pojeździe. Siadamy więc pod wiata naprzeciwko dystrybutorów z paliwem i oglądamy jak nam się autobus tankuje gazem LPG.

Tankujemy autobus.

Po zatankowaniu autobusu bez przeszkód ruszyliśmy w dalszą drogę. Przed nami blisko pięciogodzinna podróż. Krajobraz zaczął się zmieniać w miarę gdy oddalaliśmy się od Khon Kaen. Góry zastąpiły liczne pola uprawne.

Jest już po żniwach pól ryżowych. Zebrany ryż jest teraz suszony. W wielu miejscowościach widzieliśmy te obrazki wokół domostw i świątyń.

W krajobrazie zaczęło się pojawiać też więcej obszarów wodnych, stawów czy dzikich rozlewisk. To doskonałe miejsce na znalezienie pożywienia dla mieszkańców (od owadów przez żaby po ryby).

Pomiędzy prowincjami Surin a Buri Ram przekraczamy największa rzekę regionu – Mun.

Rzeka Mun.
Trzecia co do długości rzeka w północno-wschodniej Tajlandii o długości 750 km. Płynie przez Płaskowyż Khorat. Wpływa do rzeki Mekong. Największy dopływ - rzeka Chi.
Rzeka Mun
Mapa dorzecza rzeki Mun.

Rzeka zyskała sławę podczas wojny w Wietnamie dzięki wojskom amerykańskim stacjonującym w Ubon Ratchathani. Nazwana została “Rzeką księżycową” dzięki popularnej piosence lat 60-tych.

Andy Williams - Moon River.
Howard Andrew Williams (1927 - 2012) amerykański piosenkarz. Utwór z 1962 roku. Piosenka skomponowana przez Henry'ego Manciniego do słów Johnny'ego Mercera . Pierwotnie zaśpiewana przez Audrey Hepburn w filmie "Breakfast at Tiffany's" (1961) - zdobyła oskara dla najlepszej piosenki.

Podążamy dalej mijając kolejne miasteczka i wioski.

Przy drogach coraz częściej zaczęły pojawiać się stragany z wiklinowymi klatkami z kogutami. Są one specjalnie hodowane do walk. Widok częstych koszy robił wrażenie.

Koguty w koszach wiklinowych - w tle typowy sklep lokalny.

Podróżowaliśmy w okresie gdy w Tajlandii trwa przerwa szkolna (dwa ostatnie tygodnie listopada) dlatego ruch w podróżach był spory. Zaciekawiło mnie, że autobusem podróżowało dużo mnichów. Najciekawsze było to, że po dojechaniu do celu mnisi przebierali się po wyjściu z autobusu.

Zapadł zmrok, jako jedni z ostatnich dojeżdżaliśmy do celu naszej podróży. Zaskoczyło mnie , że mimo największego festiwalu z udziałem słoni zarówno podróż do Surin jak i hotele w mieście nie były oblegane. Bez problemu na kilka dni przed wydarzeniem można było znaleźć dowolny standard noclegu jaki nas interesował. Nie sądzę by była to zasługa pandemii – odnoszę wrażenie, że w Azji panuje inna kultura.

Nasz hotel znajdował się przy głównej drodze wjazdowej dwa kilometry od centrum i dworca autobusowego (Surin ma tak  zorganizowany transport, że dworzec autobusowy znajduje się w centrum obok dworca kolejowego). Warto poprosić kierowcę czy nie zatrzymałby się przy hotelu. Nasz kierowca bez najmniejszego problemu zatrzymał się przy samym hotelu.

Nim wysiedliśmy moją uwagę mimo mroku zwrócił obrazek na półce nad kierowcą.

Obrazek nad głowa kierowcy autobusu.

Hotel znajdował się 200 metrów od głównej drogi..

Nocleg.
Hop Inn Surin hotel dwu gwiazdkowy pokój dwuosobowy - 600 ฿ (72,38 zł / 16,21 €) / doba.

Po zameldowaniu się wyszliśmy jeszcze do pobliskiej restauracji na posiłek i do sklepu na zakupy (7-eleven znajduje się 400 metrów od hotelu). Czas na odpoczynek bo jutro od rana czekają na nas atrakcje.

Poranne słońce zbudziło nas wcześnie. Dochodziła godzina siódma. Szybko się odświeżyliśmy i przed godziną ósmą już byliśmy w drodze na miejski stadion. Oddalony on jest o 2 kilometry od hotelu i znajduje się przy miejscowym lotnisku.

Dojazd.
Grab Taxi - koszt 60 ฿ (7,24 zł / 1,62 €).

Pomimo korków ulicznych zamówiona taksówka pojawiła się szybko. Po chwili już przeciskaliśmy się przez tłum ludzi podążających na stadion. Wszystko przebiega dość sprawnie nawet przy takiej ilości ludzi idących cała szerokością drogi.

Bilety.
Wejście na trybuny płatne: - trubuna pod dachem - 600 ฿ (72,38 zł / 16,21 €), - trybuna bez dachu - 300 ฿ (36,19 zł / 8,10 €). Wejście na ogrodzony teren wokół boiska bezpłatny. Brak zniżek dla dzieci.

Kupujemy bilety na trybunę bez dachu i po chwili steward wskazuje nam nasz sektor. Kupujemy jeszcze parasol, który ochroni nas przed słońcem. Tak wyposażeni oczekujemy początku parady. Za chwilę rozpocznie się widowisko.

Festiwal rozpoczyna się w piątek paradą. Prawie 300 słoni przechodzi w uroczystej paradzie sprzed dworca kolejowego w kierunku południowej części miasta. Po dotarciu do celu odbywa się uroczyste śniadanie zorganizowane dla słoni. Właściwe obchody rozpoczynają się w sobotę na stadionie, stąd nasza obecność.

Nim opowiem o wydarzeniach dnia dzisiejszego krótko o historii regionu, która jest powiązana z dzisiejszym wydarzeniem.

Herb prowincji Surin

Historia prowincji Surin sięga czasów prehistorycznych. Kraina ta była we władaniu zarówno Kambodży jak i Laosu i teraz Tajlandii. Ludność Surin stanowią głównie Khmerowie stanowiąc 50 % populacji. Obok nich żyje ludność napływowa ze środkowej Tajlandii oraz koczownicze plemię Kuy.

Ludność Kuy szacuje się na ok 300 tys w Tajlandii, ponad 60 tysięcy w Laosie i ponad 15 tysięcy w Kambodźy. W przeszłości Kuy trudnili się rolnictwem, tkactwem, hodowlą zwierząt i rybołówstwem na własne potrzeby. Gdy pojawiała się susza mieszkańcy przemieszczali się całymi wioskami na bardziej korzystniejsze obszary. Ludzie Ci wierzyli w duchy nie tylko przodków ale również w duchy natury. Istotnym dla społeczności jest wiara w ducha jaszczurki (Takuat), którą ludzie Kuy uważają za symbol płodności. Kuy odprawiają ceremonie błagalne do ducha Takuat z prośbą o płodność dla siebie i o płodność natury.

Podczas gdy kobiety (cenione w społeczeństwie Kuy) dbały o spójność społeczności i kwestie duchowe mężczyźni wyruszali na łowy. Od wieków mężczyźni z plemienia Kuy znani są i cenieni w całej Tajlandii w chwytaniu, szkoleniu i hodowli słoni. Jest to bardzo ważna czynność w kulturze tego plemienia i powód do dumy i prestiżu. To z tego obszaru duża część słoni została sprzedana do innych obszarów Tajlandii.

Samo polowanie na słonie miało charakter rytualny. W ich trakcie łowcy nosili specjalne stroje wierząc, że maja one ochronną moc. Modlono się do bóstw przed polowaniem o odpowiednią siłę oraz wytrzymały sprzęt (wystarczająco wytrzymałe lasso) i pomyślność łowów.

Schwytane i oswojone służyły jako zwierzęta juczne, brały udział w wojnach oraz pomagały przy wycince lasów i transporcie drewna.

Obecnie tożsamość, kultura i język Kuy zanika. Wraz z pojawieniem się kolei i szlaków komunikacyjnych samowystarczalny i nieco odizolowany dotychczas region otworzył się na handel, a kultura i tradycje wyparte zostały przez kultury krajów w których żyją.

Przez lata tradycja łowów zanikała. Od XIV wieku przybrała ona postać festiwalu, który coraz bardziej przypominał widowisko. Odbywał się pod patronatem królewskim. Wydarzenie to przetrwało do końca lat 30-tych XX wieku.

Współczesny festiwal w wymiarze turystycznym reaktywowany został w 1960 roku. Początkowo kameralny stopniowo zyskiwał popularność. Przyczynił się do tego również zakaz wyrębu lasu wprowadzony w Tajlandii z początkiem lat 90tych XX wieku. Wielu właścicieli wraz ze słoniami z powodu zakazu rozpoczęło pracę w branży turystycznej zarabiając na prowiant dla zwierzęcia i środki do życia dla swojego właściciela.  Automatycznie zainteresowanie tymi zwierzętami wśród turystów wzrosło podnosząc również prestiż wydarzenia. Oczywiście nieuregulowana kwestia traktowania słoni przez władze sprzyja nadużyciom, przemocy wobec słoni – powodując stres i niejednokrotnie cierpienie zwierząt. Trzeba o tym pamiętać i mówić.

To jedna strona, z drugiej strony zwierzę to darzone jest ogromnym szacunkiem w Tajlandii przez wielu właścicieli i otoczone opieką o czym tez trzeba pamiętać. Dla wielu mieszkańców Kuy oraz innych rejonów Tajlandii słoń jest ich przyjacielem i jest traktowany na równi z domownikami.

Kolejną kwestia są szkody wywoływane przez dziko żyjące słonie, które w poszukiwaniu pożywienia agresywnie dostają się do zagród rolników niszcząc sady i uprawy.

Jak widzicie problem słoni jest złożony. W kwestii traktowania słoni jest na pewno wiele do zrobienia i poprawiania – trzeba znaleźć złoty środek.

Wracając do dzisiejszego dnia – festiwal rozpoczyna się przemówieniem lokalnych władz. W tym czasie słonie przygotowywały się do pokazu.

Godziny pokazów.
Sobotnie pokazy odbywają się w godzinach: 8:30-11:30, 18:00-21:00.

Widowisko rozpoczyna się paradą. Dygnitarze na słoniach wjeżdżają na stadion.

Równocześnie pojawiają się tancerze w strojach lokalnych oraz w strojach z przeszłości. Pokaz przeplatany jest wątkami historycznymi nawiązując do historii Tajlandii i związków człowieka ze słoniami.

Tańce i przemarsze wszystkich słoni pojawiały się co chwile.

Opiekunem słonia jest Mahout (zwany kornakiem). Jest to zawód dziedziczony z pokolenia na pokolenie. Młodzi chłopcy od razu zaczynają pracę w rodzinnym zawodzie otrzymując pod opiekę słonia. Słoń ma tylko jednego kornaka i żyje z nim przez całe życie. Dzięki temu opiekun i zwierzę znają się doskonale.

Opiekun steruje słoniem dotykając jego uszu.

W tym miejscu muszę wspomnieć o sposobie podporządkowywania sobie słonia przez kornaka.

Kornak do obchodzenia się ze słoniem i jego poskromienia używa metalowego ostrego haka zwanego Ankusem.

Kornak i jego ankus.

Wspomnę tu o kontrowersji wokół kwestii humanitarnej – istnieje bowiem bardzo cienka granica pomiędzy oswojeniem zwierzęcia, a jego tresurą czy znęcaniem się nad nim. Sam miałem bardzo mieszane uczucia widząc w ręku kornaka ankus.

Staram się jednak zrozumieć sens używania tego narzędzia i głęboko wierzę, że stosowane było w minimalnym stopniu w ostateczności. W przypadku oswojonych słoni ankus często służy do sterowania zwierzęciem. Zwierzę widząc je podporządkowuje się woli opiekuna.

Tymczasem przyszedł czas na pokaz umiejętności słoni. Przypominało to trochę niestety cyrk i tresurę. Słonie podnosiły przednie łapy, siadały, klęczały.

Zaprezentowano również rytuał łowów na słonie.

Słonie w galopie, ten pokaz był widowiskowy.

Pokazano również jak dawniej wyglądało życie w Syjamie.

Oprócz życia codziennego wplatane były wątki związane z historią Syjamu i licznymi konfliktami zbrojnymi. W bitwach używano słoni.

Potem przyszedł czas na kolejną paradę i występy artystyczne. Dzieci na pewno czuły się szczęśliwe widząc słonie wykonujące różne sztuczki. Dla mnie przypominało mi niestety cyrk.

Kolejnym punktem był ponowny występ artystyczny.

Przyszedł czas na dyscypliny sportowe.

Zawody sportowe polegały na wyścigu kornaków na słoniach. Zwierzę miało zebrać pokarm z czterech baz i w ostatniej bazie podać opiekunowi butelkę z napojem. Wygrywał ten kornak, który jako pierwszy wypił napój.

Była też sztafeta – słonie przekazywały sobie pałeczkę.

Co roku odbywa się przeciąganie liny. Kiedyś ze słoniem rywalizowali wojskowi, dzisiaj bierze udział publiczność. Słoń okazał się bezkonkurencyjny.

Nadszedł czas na mecz piłkarski.

W połowie meczu miał miejsce faul. Kontuzjowany słoń opuścił boisko.

Mecz zakończył się wynikiem 1:1. O zwycięstwie decydowały więc rzuty karne

Spodziewałem się, że wygra drużyna żółta, może dlatego, że są to barwy tajskie. Okazali się lepsi w rzutach karnych.

Gdy wydarzenie zbliżało się ku końcowi na stadion wtargnął nieplanowany intruz. Każdy ma swoje pięć minut. Przy zaskoczonej obsłudze i rozbawionym tłumie pies przebiegł radośnie przez stadion.

Po opanowaniu sytuacji na koniec odtworzono bitwę wojsk Syjamu z wojskami Myanmaru. Pokaz był efektowny.

Bitwę wygrały wojska syjamskie, a pokaz pokazuje jak ważną rolę odegrały w walce słonie. Ciekawa lekcja historii – martwiło mnie jednak że słonie musiały być zestresowane w tym hałasie i dymie.

Po trzech godzinach widowisko artystyczne dobiegło końca. Na koniec opiekunowie ze swoimi zwierzętami podchodzili do widowni. Ludzie dawali pieniądze w podziękowaniu za pokaz.

Całe wydarzenie trwało trzy godziny, wytrzymaliśmy mimo potwornego upału.

Podsumowując – czy warto? Myślę, że mimo wszytko tak.

Minusem jest fakt, że zwierzęta najprawdopodobniej są zestresowane (nie wierzę że głośna muzyka, wybuchy i dym nie maja wpływu na słonie), może bawią je sztuczki ale oznacza to tyle, że kiedyś musiały cierpieć podczas tresury. Plusem jest na pewno aspekt kulturowy, ludzie w swej historii oswoili to wielkie zwierzę i żyją z nimi od lat. Słoń jest ważnym zwierzęciem tej kultury, służy pomocą i pomaga w utrzymaniu wielu rodzin. Opinię jak zwykle każdy sobie wyrobi, moim zdaniem nic nie jest czarno-białe.

Pomimo dużej ilości osób szybko i sprawnie wydostaliśmy się ze stadionu. Tuk-tukiem powróciliśmy do hotelu.

Przejazd.
Tuk-tuk - koszt 86 ฿ (10,36 zł / 2,29 €). Wbrew temu co wyczytacie i co wam inni powiedzą tuk tuki nie są tańsze od Grab Taxi. Po raz kolejny korzystając w Tajlandii się o tym przekonałem.

Na dzisiaj dość wrażeń. Jutro ruszamy nad morze odpocząć na plaży. Święto słonia w Surin przeszło do historii, następne dopiero za rok.

Created by potrace 1.15, written by Peter Selinger 2001-2017

Dodaj komentarz