Sprzęt turystyczny

Hamak – mój najlepszy przyjaciel

Jak już wiecie w ostatnim czasie nakręciłem się na projekt pt: “Jadę przed siebie” Założenie takie – mieć mały plecak (łatwość przemieszczania, w samolocie tylko bagaż podręczny) i wszystko kompatybilne by też nie stracić na wygodzie podróżowania. Na pierwszy rzut poszła kwestia spania – oczywiście będę korzystał z hosteli, bungali czy moteli/hoteli ale co jak przyjdzie mi spać poza nimi?

Po dwóch dniach rozmyślania doszedłem do wniosku, że najlepszą opcją będzie hamak. Wybrałem ten Sea to Summit Ultralight.

Cena producenta to 429 zł mi udało się zbić tą cenę do 309 zł z dostawą. Czemu akurat ten i za taka cenę?

Odpowiedź jest prosta. Może się zdarzyć, że:

– nie zawsze będę miał możliwość noclegu w hotelu/hostelu

– pogoda (upał będzie taki) gdzie jedyną opcją będzie po prostu spanie pod chmurką

Wtedy pozostaje mi forma noclegu zwaną “bushcraft“.

Kryterium wyboru to była jakość, łatwość rozłożenia, a przede wszystkim waga. To cacko (zdecydowałem się na wersję XL) waży w wersji L tylko 155 gram. a w wersji, którą nabyłem 200 gram (normalna waga hamaków to przynajmniej 750-850 gram) !!!

Dodatkowo po złożeniu mieści się w dłoni (jest niewiele większy od piłki baseballa) i mieści się spokojnie w kieszeniach spodni (w skrajnym przypadku) – co też nie jest bez znaczenia – zajmuje po prostu niewiele miejsca

Przy bagażu jaki zakładam (mały bagaż podręczny do 7 kg) to właśnie waga i rozmiar jest decydujące.

Zapytacie czemu taki mały bagaż?

Z doświadczenia wiem, że:

  • ponad połowa zabranych rzeczy kompletnie się nie przyda w podróży,
  • duży bagaż to ciężar – pamiętajmy, że w Indiach czy Indonezji (nie mówiąc o Australii) codziennie będzie po 30-35*C i taszczenie bagażu po 20-30 kg to nonsens,
  • duży bagaż to koszta w transporcie lotniczym (mam koło 20 lotów – można to przeliczyć przy założeniu, że 1 bagaż rejestrowany to przynajmniej 50 euro),

Dlatego wszelkie niezbędne akcesoria (żywność, ciuchy czy np nóż) będę kupował na miejscu tak jak lokalni ludzie, a przed lotem zostawiał lub oddawałby nie gromadzić zbędnego balastu.

Firmę, na którą się zdecydowałem założyła grupa wspinaczy australijskich, która w 1984 roku dokonała śmiałego wejścia na Mount Everest, wytyczając nową drogę od strony północnej bez tlenu oraz pomocy sherpów. Kilka lat później Tim Macartney-Snape wraca na Mount Everest, a w 1990 roku rusza pieszo wzdłuż Gangesu ku Himalajom. Po kilku miesiącach zdobywa najwyższy szczyt a ekspedycja otrzymuje nazwę “Sea To Summit”.

Po powrocie do Australii Tim Macartney-Snape połączył siły wraz ze swoim towarzyszem owej wspinaczki, guru w dziedzinie projektowania, Rolandem Tysonem tworząc firmę oferującą profesjonalny, dobrze wykonany, a jednocześnie przystępny cenowo sprzęt outdoorowy (bazując przy tym na własnym doświadczeniu z wypraw). Firma otrzymała nazwę “Sea To Summit”. Obecnie firma Sea To Summit oferuje najbardziej innowacyjne akcesoria turystyczne doceniane przez podróżników z całego świata.

Oto prezentacja produktu na oficjalnej stronie:

Wziąłem wersję XL ponieważ musiałem dobrać do niego moskitierę – lecę przecież w rejony malaryczne i mam “full protection” . 

Do tego moskitiera uniwersalna Mosquito Net firmy BUSHMEN (najtańsza opcja do nabycia w Składnicy Harcerskiej) – koszt 145 zł.

Do tego system mocowania, który nie uszkadza drzew ani nie zdziera kory lub nie wrzyna się w nią (tak jak w przypadku linek), czyli będzie eco i żadnego śladu po sobie nie zostawię (namiot jednak wygniata runo). Montaż na 2 klamry w mniej niż 30 sekund. Taki system można kupić za 65 zł. System mocowania macie w zestawie z hamakiem – ja dokupiłem komplet zapasowy.

I ostatni element – tarp (czyli wodoodporny daszek ochronny- tzw. płachta biwakowa), który na ziemi może służyć jako namiastka namiotu. Tu znowu za kryterium wybrałem kompatybilność, a przede wszystkim wagę (450 g. – normalny ciężar zaczyna się od 750 g.). Oczywiście to waga ze śledziami, których zapewne nie wezmę na pokład samolotu- spodziewam się więc, że będzie to lżejszy pakunek.

Wymiary 2,8 x 1,8 m – myślę, że w zupełności wystarczy by osłonic hamak przed deszczem tropikalnym.

Test sprzętu:

Hamak jest bardzo faktycznie lekki i kompaktowy (po skompresowaniu mieści się w dłoni czy kieszeni spodni).

Hamak w wariancie XL jest ogromny – jak widać – na zdjęciu – można się całemu owinąć. Zwiewna przezroczysta tkanina, bardzo wytrzymała. Pasy faktycznie szybko się montuje i nie wcinają się w drzewa. Super. Był testowany i w Norwegii i w Grecji – doskonale spałem. Gabaryty i waga to główne atuty.

 
 
Ocena:
5/5

Co do moskitiery to mam mieszane uczucie, plącze się, ale spełnia swoją funkcję. Da się zestawić z hamakiem (z reguły dany producent produkuje moskitiery pod hamaki swojego typu) co nie zawsze jest możliwe. Uwaga – jeżeli zależy Wam na czasie to patrzcie gdzie kupujecie – Składnica Harcerska to nie jest najszybsza opcja.

 
Ocena:
4/5

Tarp lekki sprawdza się rewelacyjnie, chociaż na rogach szybko pojawiły się przetarcia. Warto też oddzielnie zaopatrzyć się we własne linki, by być niezależnym.

 
Ocena:
4.5/5

A że to działa niech świadczy nagranie z Kalamaty w Grecji.

Zdjęcia z Norwegii – pobyt pod koniec sierpnia.

Reasumując – szczerze naprawdę polecam tę formę wypoczynku. Poza wygodą spania oraz transportu to bardzo dobra forma odpoczynku pośród natury i doskonała alternatywa dla tradycyjnego namiotu.

Hamak kupicie na oficjalnej stronie producenta – https://seatosummit.pl/. Ja kupowałem na stronie sklepu turystycznego – https://www.skalnik.pl/

Jeżeli macie jakieś pytania bądź chcecie się podzielić wrażeniami z użytkowania hamaka – zapraszam do komentowania wpisu.

Dodaj komentarz