Dziennik podróży Podróże

01.Przygotowania

map, microscope, coffee
Created by potrace 1.15, written by Peter Selinger 2001-2017

Początek

Tak to się zaczeło.

Jak to zwykle w życiu bywa nie zawsze wszystko jest usłane różami. Plany dotyczące oszczędności, odpowiednich przygotowań i profilaktyki legły w gruzach. I choć teoretycznie istnieje zawsze możliwość przesunięcia terminu rozpoczęcia podróży, to odradzam stanowczo i nie jestem zwolennikiem tego.  Nigdy bowiem nie będzie idealnego momentu, idealnej kondycji, idealnych oszczędności itd. . Tak jak w życiu – nigdy na 100% nie mamy idealnie, tak i tu. Przesuwanie decyzji to jest tylko przejaw strachu przed nieznanym i nieodkrytym. Boimy się wystąpienia przed ludźmi, zmiany pracy czy właśnie rozpoczęcia podróży po świecie. Obawiamy się nieznajomości języków czy braku pieniędzy na koncie, bądź różnych groźnych sytuacji. Świat wbrew pozorom nie jest jednak tylko taki jakim karmią nas media czy wszechobecny Internet, który w pogoni za sensacją rozdmucha do histerycznych rozmiarów każdy incydent. Owszem jest on dynamiczny i się zmienia. Pojawiają się nowe zagrożenia, ale nie dajmy się zwariować. Przy odrobinie zdrowego rozsądku pewnej przewidywalności i zachowawczym trybie życia możemy śmiało zwiedzać i zdobywać świat. A ten chyba jeszcze nigdy w historii nie był tak dostępny dla zwykłego śmiertelników (jak ja) niż dzisiaj.

Wierzcie mi lub nie ale nie posiadam na ten wyjazd żadnych oszczędności, a życie zweryfikowało plany (jak wspomniałem) i dzięki uprzejmości garstki osób dopinam ów plan w miarę optymalnie.

Zbliżał się ostatni listopadowy weekend. Pozbyłem się większości sprzętu, ubrań oraz książek i wieczorem zdałem wynajmowane mieszkanie oficjalnie stając się bezdomnym. Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile można nazbierać rzeczy przez rok mieszkania. Najważniejsze rzeczy i dokumenty pojechały z bratem do Poznania, reszta albo została rozdana albo wylądowała w kontenerze na śmieci. Ja sam spakowany w jeden plecak poprzez Warszawę udaję się do Poznania na koncert. Przede mną pół nocy w podróży pociągiem oraz wytrwanie na dworcu kolejowym do rana.

Sobota powitała mnie mroźnym porankiem w Poznaniu. Nieprzespana noc też daje mi się we znaki. próbuję być aktywny aby rozgrzać organizm, przychodzi mi to jednak z ogromnym trudem. Zimno i przenikliwy wiatr nie ułatwiają mi niczego. Około południa postanowiłem iść na spacer po Starym Mieście.

Poznań znam doskonale – choć przez lata zmienił się ogromnie. Studiowałem tu dwie dekady temu i tu spędziłem wspaniałe studenckie czasy. Dzisiaj jednak to zupełnie inne miasto, które zawsze mi imponowało prozachodnimi aspiracjami. Bliżej tu bowiem do Berlina niż stolicy Warszawy. To tu w czasach studenckich marzyłem o podróży koleją transsyberyjską, a dziś to marzenie urzeczywistnia się. Kto wie może uda mi się je spełnić. Plan nie ma ram czasowych ani określonej trasy, wszystko jest więc możliwe.

Świąteczny ratusz w Poznaniu.

Kiedy jesteś niewyspany czas ci się dłuży. Pomimo późnojesiennych promieni słońca chłód przenika moje ciało i jest nie do zniesienia. Z trudem to znoszę i popołudniu zmęczony docieram pod blok przyjaciela. Nie ma go jednak w mieszkaniu gdyż jest w pracy, zmęczony postanawiam za wszelką cenę odpocząć. Dwa drzewa na osiedlu wystarczą abym mógł rozłożyć hamak. Szybko go zawieszam ku zdziwieniu starszych mieszkańców spacerujących po okolicy z psami i kładę się. Jest mi wszystko jedno co się wydarzy, jestem ogromnie zmęczony – muszę przymknąć oczy na chwilę. Plecak wsuwam pod głowę i wtulony w puchową kurtkę nakrywam się kapturem. Mimo iż tylko czubek nosa spod niej wystawał czuję, że zamarzam, jest jeszcze chłodniej a wiatr się wzmaga. Przypominam sobie jesienno-zimowe wyjazdy do Skandynawii czy Islandii. Tam było podobnie jak nie gorzej i dałem radę, tu też się uda. Poddaję się znużeniu i zasypiam na ponad godzinę.

Po nieprzespanej nocy mogę się rozprostować w hamaku.

Ze snu wybudził mnie padający marznący deszcz. Zziębnięty do szpiku kości oceniłem sytuacje, plecak buty były na swoim miejscu, wkoło żywego ducha – nawet pies w taką pogodę nie wychodziłby. Spojrzałem na zegarek dochodziła czwarta po południu. 

Przyjaciel powinien być już w domu – pomyślałem. Zwinąłem więc hamak, pozbierałem wszystkie rzeczy i udałem się na spotkanie. Wkrótce dotarł mój brat i we dwójkę z bratem udaliśmy się na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich na koncert urodzinowy Grabaża i jego Pidżamy Porno.

Koncert urodzinowy Pidżamy Porno
Koncerty urodzinowe organizowane są w Poznaniu w pierwszą sobotę grudnia.

To kolejna podróż sentymentalna. Oto bowiem kapela “Pidżama Porno” reaktywowana ponownie wróciła do tradycyjnych koncertów. I tak jak za czasów studenckich mogłem bawić się w rytm tak dobrze znanych mi hitów grupy.

Ostatnie spotkanie i koncert z bratem.

Koncert świetny, pomimo pewnego incydentu, który wydarzył się tuż przed jego rozpoczęciem. Zostałem uderzony plastykowym kubkiem w głowę przez chłopaka, który był naprawdę agresywny – dlaczego? Mój pech, że stałem obok. Brat z inną osobą zneutralizowali go by zażegnać zagrożenie. Ja sam wycofałem się spod sceny. Brat dołączył do mnie po kilkunastu minutach. Okazało się, że ochrona i policja poprosiły brata by za kulisami opowiedział o zaistniałej sytuacji. Agresywny młodzian został wyproszony z koncertu. Od tego momentu bawiliśmy się śpiewając stare hity znane z lat studenckich. Gardła zdarte – super.

Następnego dnia odpoczywałem po wczorajszych wrażeniach. Pierwotnie dzisiaj miałem wylatywać do Oslo i dalej do Azji ale wobec faktu, że termin wizyty w urzędzie wyznaczono mi dopiero na 04.12 zmuszony byłem zmienić plany. Zapożyczam się i przebookowuję bilet. 10 grudnia wylecę z Kopenhagi do Krabi w Tajlandii. Jest to ostatnie okno transferowe przed świętami w sensownej cenie. Później to już cenowy kosmos.

Mając nieplanowany dodatkowy tydzień postoju wracam na parę dni do Łodzi. Właścicielka zgodziła się bym przepracował ten tydzień. Myśli jednak coraz intensywniej krążą wokół wyjazdu. Gorączkowo poszukuję ubezpieczyciela aby się ubezpieczyć oraz gabinetu lekarskiego gdzie będę mógł się zaszczepić. Oba zadania wbrew pozorom nie są łatwe i oczywiste. Po kilku godzinach udaje mi się znaleźć gabinet lekarski – jutro po południu zostanę zaszczepiony. Małymi kroczkami do przodu. Nocleg znajduję u znajomych.

Czas płynie coraz szybciej – dzisiaj szczepienia. Koszty początkowe mogą przerażać. Można się też spierać czy warto się szczepić czy nie? Wyszedłem jednak z założenia że, ideologię trzeba odłożyć na bok. Wyjeżdżam w inną część globu i jeżeli choć trochę szczepionki mają uchronić mnie to przed chorobami to naprawdę nie mam nad czym się zastanawiać.

Rada
Jeżeli chcecie się zaszczepić kompleksowo - zaplanujcie to z co najmniej półrocznym wyprzedzeniem. Mój pierwszy błąd - dwa tygodnie przed wyjazdem postanowiłem się zaszczepić.

Najwięcej czasu potrzebujecie na pełne zaszczepienie się przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby (WZW). Orientacyjne koszty prezentują się następująco (mogą się różnić w zależności od miejsca gdzie się szczepicie – koszty są tez niechętnie podawane i dowiadujecie się o nich podczas wywiadu z lekarzem) :

szczepienie
wirusowe zapalenie wątroby (typ A i B)
240 zł / 53 €

Z tą szczepionką miałem największy problem - tydzień czasu poszukiwałem jej, ponieważ wiele gabinetów szczepień nie miało jej na stanie. Aby mieć odporność 100% na całe życie musicie przyjąć trzy dawki - druga po 1 miesiącu i trzecią po 6 miesiącach. Z oczywistych przyczyn (brak czasu) przyjąłem tylko jedną dawkę.

szczepienie
dur brzuszny
235 zł / 52 €

jedna dawka dająca ochronę przez 4 lata

szczepienie
tężec, krztusiec, błonica, polio
160 zł / 35 €

Wymagane jest jedno szczepienie dające odporność na 10 lat.

szczepienie
wścieklizna
165 zł / 36 €

Szczepienie należy przyjąć w trzech dawkach - druga po tygodniu, trzecia po trzech tygodniach.

Rachunek wyszedł więc prosty – 800 zł / 176 €  plus 100 zł / 22 € (konsultacja z lekarzem podróży / chorób tropikalnych).

Miałem w planach też wizytę w Japonii więc przydałoby się też szczepienie na japońskie zapalenie mózgu. Jednak cena – ponad 400 zł / 88 za dawkę (musicie przyjąć dwie dawki) była dla mnie zbyt droga, poza tym nie mieli szczepionki na stanie.

Zalecane jest też szczepienia przeciwko cholerze (dwie dawki po 190 zł / 42   – tutaj umówiłem się, że opcjonalnie przyjmę ja następnym razem.

Co do procedury cała wizyta trwała ok 30 minut – cztery szczepionki otrzymałem domięśniowo naprzemiennie w oba ramiona bez problemów alergicznych czy bólowych.

Przed weekendem ostatnie przepakowanie plecaka – zabieram z sobą tylko mały plecak o wadze 7 kg. W nim:

To cały mój dobytek, który będzie ze mną podróżował jako bagaż podręczny. Reszta moich rzeczy przyjechała wraz z bratem wcześniej i pozostaje u przyjaciela w Poznaniu zaplombowana w piwnicy.

Grubsze ubranie mam na sobie (jest wszak mroźno), gdy tylko wyląduję w Tajlandii pozbędę się zbędnych ciuchów.

Leków i repelentów nie biorę ze sobą – tam też są apteki, na miejscu je kupię. Podobnie jeżeli chodzi o inne moje rzeczy, będę je sukcesywnie kupował w miarę potrzeb.

Pozostał ostatni weekend w kraju. Wykorzystuję go aby odwiedzić moich znajomych we Frankfurcie nad Odrą. Po weekendzie ponownie wracam do Poznania – mojej bazy wyjazdowej. 

Za kilkanaście godzin rozpoczynam nieodwracalną podróż która zmieni moje życie (mam nadzieję). Oby szczęście mi dopisywało. Trzymajcie kciuki – Świecie przybywam.

46

Dodaj komentarz