Wcześniejsze podróże

W kolebce norweskiej państwowości.

Norwegia

Kolejna podróż do kraju wikingów, tym razem do kolebki norweskiej państwowości.

Kiedy tylko powróciłem z mojego pierwszego wyjazdu do Norwegii, zapragnąłem wybrać się tam ponownie. Jednocześnie postanowiłem rozpocząć naukę języka norweskiego.

Podróże to nałóg – raz spróbujesz, nie możesz przestać. Za oknem była jesienna październikowa słota, a ja już planowałem swój listopadowy wyjazd. Za jej cel obrałem sobie wyjazd do „duchowej stolicy” Norwegii, a jednocześnie miejsca ważnego dla norweskiej państwowości (odpowiednik polskiego Gniezna), czyli Trondheim.

Podróż rozpocząłem w listopadowe chłodne przedpołudnie z lotniska w Katowicach. Różowy Airbus A320 gotowy czekał na moją kolejną podróż.

Po wylądowaniu w Sandefjord-Torp odczekałem, aż tłum rodaków wylegnie do busów, które rozwiozą ich po okolicy i spokojnie udałem się bezpłatnym autobusem na stację kolejową. Autobusy są zsynchronizowane z pociągami, dzięki czemu można spokojnie poczekać w terminalu lotniska.

Podróże koleją.
Bilety na pociąg możecie kupić przez internet na stronie https://www.nsb.no (aktualizacja 2021 - nowy adres strony: https://www.vy.no), poprzez aplikację NSB (aktualizacja 2021- Vy), w automacie biletowym lub bezpośrednio w pociągu - obowiązuje dopłata. Kilkukrotnie podczas moich podróży po Norwegii koleją kupowałem bilet bez dopłaty - wszystko zależy od konduktora. Obowiązuje zasada, że im wcześniej kupuje się bilet, tym on jest tańszy. Nie ma też znaczenia odległość. Przykładowo za bilet na trasie Oslo - Trondhiem zapłacicie tyle samo co na trasie Oslo - Bodø czy Trondheim - Bodø. Bilety w promocyjnych cenach oznaczone są jako "Lavpris" i kosztują od 199 NOK (90 zł /20 €).
Podróż do Oslo.

Bilet kupiłem na całą trasę do Trondheim poprzez internet dwa tygodnie przed przylotem w promocyjnej cenie. W Oslo miałem dwie godziny, wystarczająco dużo, aby zrobić zakupy na dalszą podróż i aby zjeść posiłek.

Dworzec kolejowy Oslo S.

Co ciekawe norweska kolej jest bardzo konserwatywna w przeciwieństwie do polskich kolei. Rozkład jazdy jest stały przez długi okres i mój pociąg odjeżdża od kilku lat o stałej porze. Przede mną ponad 500 km podróży na północ.

Do Trondheim przyjeżdżamy po godzinie 23. Jest przenikliwie zimno. O tej porze roku temperatury nocami spada do -10 a nierzadko nawet do -20 stopni.

Kładka nad rzeką Nidelvą.

Szybko rozpoczynam poszukiwanie mojego noclegu. Jedną z kładek przedostałem się do miasta ponad kanałami rzeki Nidelvy, udając się do dzielnicy Rosenborg. Jak zawsze przydał się instynkt i mój zmysł geografa. Po dotarciu do celu zostałem zakwaterowany w pokoju rodzinnym z trzema łóżkami oraz aneksem kuchennym na wyłączność.  To miłe, tym bardziej że rezerwowałem łóżko w sali wieloosobowej. Nazajutrz dopiero rozejrzałem się po okolicy.

Niezwłocznie po śniadaniu ruszyłem na spacer po mieście. Nie przeszkodził mi w tym nawet siarczysty mróz.

Ulice Trondheim.

Na początku spaceru dało się zauważyć, że miejskie uliczki były odśnieżone a drogi i chodniki posypane popiołem. Śnieg przyjemnie trzeszczał pod stopami, a mróz szczypał w policzki. Dotarłem ponownie na dworzec kolejowy, by stąd rozpocząć poznawanie miasta.

Dworzec kolejowy.

Budynek sprawiał bardziej wrażenie praktycznego, w mniejszym stopniu spełniał walory estetyczne. Kupiłem bilety powrotne, następnie przespacerowałem się wzdłuż kanałów rzeki Nidelva.

Kolejnym przystankiem był główny plac miasta ze statuą Olava Tryggvasona – założyciela Trondheim. 

Niepozorny budynek Trondheim Torg kryje w sobie szereg zadaszonych uliczek o wiosennej atmosferze, pełnej zieleni, gwarnych sklepów oraz lokali gastronomicznych. Doskonałe rozwiązanie na niepogodę i zimowe dni.

Idąc dalej, oczom moim ukazała się największa średniowieczna świątynia tej części Europy – Katedra Nidaros.

Nidarosdomen – bo taka jest jej pełna nazwa (Nidaros – dawna nazwa miasta) jest gotycką katedrą z 1152 roku. To oficjalne miejsce koronacji i pochówku królów. Wzniesiona po śmierci Olava Tryggvasona (pierwszego biskupa) na jego grobie – od średniowiecza miejsce licznych pielgrzymek ludów Skandynawii.

Spod katedry udałem się ponownie nad rzekę Nidelvę.

Gamle Bybro (Lykkens portal)

Ozdobą tego miejsca jest długi na 81 m i wysoki na ponad 8 m drewniany mostek Gamle Bybro. Zbudowany w 1685 roku po wielkim pożarze miasta. Do 1816 roku był on bramą miejską, na której rogatkach pobierano myto za przejazd. Obecnie zwany jest też Lykkens portal (Brama szczęścia) bądź mostkiem miłości.

Stojąc na nim, możecie podziwiać przepiękną drewnianą architekturę wzdłuż kanału rzeki, będącą wizytówką miasta.

O tej porze roku zmierzch w Trondheim zapada szybko. Wróciłem więc do hostelu, po drodze kupując mapę miasta oraz kilka płyt z muzyką.

Kolejny dzień powitał mnie również słoneczną, ale i  mroźną pogodą. Dzisiaj postanowiłem wejść na wzniesienie, aby podziwiać panoramę miasta. Wybór padł na pagórek Kuhaugen. Nagrodą za kilkunastominutowy spacer była piękna panorama okolicy.

Na szczycie spotkałem młodego Norwega, który z psem był na spacerze – porozmawialiśmy trochę podziwiając okolicę.

W oddali w fiordzie dostrzegłem wysepkę Munkholmen.

Wyspa Munkholmen.
Munkholmen.
Wyspa (zwana "wyspą skazańców") oddalona ok. 1,3 km od lądu - za czasów Wikingów miejsce straceń, później więzienie oraz fort obronny. Obecnie popularne miejsce rekreacyjne mieszkańców miasta.

Ze wzgórza przespacerowałem się w stronę Trondheimfiordu.

Wreszcie dotarłem do miejskiej plaży Korsvika. Przenikliwy wiatr przeszywał ciało, sprawiał, że było bardziej mroźno. Mimo tych niedogodności było bardzo cicho, a surowy klimat był niesamowity.

Słońce chyliło się ku zachodowi i mróz oraz wiatr coraz bardziej dawał się we znaki. Postanowiłem spacerem wzdłuż fiordu wrócić w okolicę dworca kolejowego.

Wieczór spędziłem w centrum miasta przechadzając się pośród świątecznie udekorowanych uliczek.

Świąteczne ulice Trondheim.

W drogę powrotną udałem się również pociągiem. Tym razem było to połączenie nocne. Pociąg oprócz wagonów sypialnych ma również wagony z miejscami do siedzenia. Fotele da się rozłożyć do pozycji półleżącej, można więc przyjemnie podróżować lub się zdrzemnąć.

W ramach biletu na wskazanym miejscu znajdziecie kocyk do okrycia się, nauszniki, opaskę do przysłonięcia oczu oraz nadmuchiwana poduszkę pod głowę.

O świcie planowo dojechałem do Oslo i po niecałej godzinie przesiadłem się na pociąg w kierunku lotniska Sandefjord-Torp. Miałem jeszcze spory zapas czasu wiec pojechałem do oddalonego o kilka kilometrów Sandefjord.

Pomimo paskudnej pogody przespacerowałem się po miasteczku i po południu odleciałem z pobliskiego lotniska Torp do Polski. W głowie już rodziła się kolejna podróż do Skandynawii.

Created by potrace 1.15, written by Peter Selinger 2001-2017

Dodaj komentarz